Tekst: Żaneta Geltz
Moja endometrioza wybuchła jak granat w trakcie moich intensywnych lat pracy, kiedy dużo podróżowałam służbowo, jadłam w pośpiechu na lotniskach, w hotelach, wieczorami, bez wystarczającego odpoczynku. Gdy elegancka, niczym Krystyna Loska, pani profesor oznajmiła mi po zbadaniu, jaka jest diagnoza, usłyszałam słowo “endometrioza” pierwszy raz w życiu i równie groźnie zabrzmiało jak “melanoma”, sądząc po minie pani profesor. Gdy jeszcze dopowiedziała, że “guz” ma duży rozmiar i trzeba natychmiast operować, bo 5,8 cm to bardzo groźna zmiana, czułam, jakby spadł mi sufit na głowę i że “teraz kolej na mnie”. Czyli w mojej głowie zabrzmiało to jak “rak”. W mojej rodzinie na raka zmarła moja mama (50 lat) i babcia (86 lat).
Zeszłam z fotela, wysłuchałam spokojnie tej kobiety do samego końca, choć ona zachowywała się nerwowo (wręcz furiacko) i nalegała, abym niezwłocznie umówiła termin operacji usunięcia kompletu kobiecych narządów, bo “przecież nie będzie już Pani rodzić dzieci w tym wieku”. Mimo argumentów, nie skorzystałam z propozycji i oznajmiłam, iż zasięgnę jeszcze dodatkowej porady innego specjalisty. Pani profesor wpadła wtedy w furię i nie mogła uwierzyć, że po prostu opuszczam gabinet. Dziś wiem, że zidentyfikowanie pacjenta nadającego się do operacji, to dochodowy interes dla szpitali, więc odmowa pacjenta nie jest mile widziana nie tylko z powodu oczywistości, jaką jest konieczność leczenia, ale również z powodu obrotu, który finansuje szpital. Wtedy jednak nie myślałam o niczym innym, tylko o tym, jak nie dać się pozbawić damskiego rusztowania w świątyni zwanej ciałem.
Zasięgnęłam porady jeszcze dwóch lekarzy ginekologów, którzy poradzili skupić się na usunięciu zmiany na jajniku, z ocaleniem jajnika i całej reszty, gdyż – jak mówili – spędzę kolejne dekady w dużo lepszym komforcie życia. Pierwszy odesłał mnie do drugiego – który zajmował się zabiegami stricte skupionymi na usuwaniu tego typu zmian endometrialnych (laparoskopowo, czyli przez pępek), z minimalną dozą ryzyka zrostów, zakażeń czy śladów po interwencji (na brzuchu). Zabieg był jednodniowy, udany i na koniec tylko usłyszałam, że muszę brać pod uwagę to, że “endometrioza lubi wracać”.
Przed zabiegiem poinformowałam lojalnie mojego głównego klienta, że muszę zgłosić się do szpitala na usunięcie guza i dopiero za miesiąc będzie wiadomo, czy jest to zmiana groźna czy niegroźna. Starałam się unikać słowa “nowotworowa”, aby nie “krakać”, jak ta wrona. Mój agencyjny klient strasznie się wówczas przejął sytuacją i zasugerował, abyśmy zatrudnili dodatkowe 2 osoby do pomocy przy jego projekcie, aby mnie odciążyć, ale żebym nie rezygnowała z kontraktu. Na wyniki histopatologiczne czekałam miesiąc po czym dowiedziałam się, że zmiana jest typową endometriozą, a nie złośliwym guzem. W tym czasie przeprowadziłam rekrutację i zatrudniłam dodatkowe osoby i zredukowałam obciążenie pracą zawodową o połowę. Dlaczego o tym mówię? Otóż dlatego, że kobiety cierpiące z powodu endometriozy mają różne powody do stresu, którego nie mają czasu albo nie mają pomysłu – zredukować. Niewłaściwa dieta jest równoległym torem pogłębiania stanu zapalnego i nagle nasze ciało mówi: “NIE!”.
W książce “Endometrioza. Nie taka Twoja uroda.” (wyd. SENSUS) możemy przeczytać między innymi, że “toksyczny partner” jest tematem bezpośrednio poruszanym przez “endokobiety”, że choroba jest sposobem organizmu na “poradzenie sobie z zagrożeniem wywołanym przez niemożliwy do zniesienia stres”. Historie opisane w tej książce przybliżają sylwetki wielu kobiet cierpiących z powodu endometriozy i powtarza się sytuacja stresowa z powodu doświadczenia: niesprawiedliwości, dyskryminacji związanej ze stereotypową rolą kobiety, czy alkoholizmu w rodzinie (najpierw w domu rodzinnym, a potem w związku – sytuacja nie do zniesienia, pułapka). W dalszej części książki czytamy, że endometrioza może być wywołana przez przyczyny genetyczne, immunologiczne, środowiskowe, pokarmowe, ale też emocjonalne/psychologiczne, które odgrywają istotną rolę w rozwoju choroby.
W moim przypadku endometrioza powodowała takie bóle, że wolałam umrzeć niż dalej je znosić. Leżałam jak embrion na podłodze lub musiałam wychodzić ze spotkań, bo ból był nie do ukrycia. Stres był spowodowany nadmierną listą oczekiwań wobec mojej osoby (ze strony rodziny, współpracujących firm, samej siebie), której nie dało się spełnić. Redukcja nakładu pracy i zmiana jedzenia to odmieniła.
Przed nawrotem endometriozy uchroniła mnie dieta przeciwzapalna oparta na żywności bio, pozbawionej pestycydów, herbicydów, hormonów wzrostu, antybiotyków, gmo i szeregu dodatków do żywności, których dodaje się podczas produkcji na skalę przemysłową ..tysiące.
Nie bez znaczenia był również detoks, o którym piszę w innej publikacji (zajrzyj tutaj>), który pozwala nie tylko na oczyszczenie organizmu i emocji, ale również stanowi wstrząs pozwalający na korektę nawyków, zachowań, zamiany złych postaw na właściwe, itd. Po powrocie z głodówki już nie tak chętnie sięgałam po produkty, które zarzucają układ trawienny bezwartościową treścią, którą potem tak trudno oczyścić (rogalik, pizza, batony). Wraz z endometriozą odeszło ode mnie wiele innych schorzeń, o których mówiono mi, że będą już ze mną do końca życia.
Chcesz przeprowadzić detoks w zaciszu domowym? Polecam Ci tę książkę napisaną przez lekarkę neurolożkę. Przekonasz się, że pomaganie ciału jest czymś wspaniałym, a nie wyczerpującym.
Jest jeszcze jedna książka, która bardzo dobrze poprowadzi nie tylko endokobietę, ale całą rodzinę, a zwłaszcza partnera, przez meandry zmian, które warto podjąć, aby wyjść na prostą. Jest to pozycja wydawnictwa Studio Vital pt. “Hormonalna harmonia” (tutaj>>). Prezentuje ona kompletny plan, jak odzyskać siły witalne, uspokoić nastrój i odzyskać równowagę. Warto po nią sięgnąć.
A jeśli zbliżasz się do 40-tki lub 50-tki i obserwujesz spadek nastroju, wzrost wagi, brak siły i suchość skóry, to może Ci się przydać książka doktora Tadeusza Oleszczuka “O MENOPAUZIE. Czego Ci ginekolog nie powie” (link>>), która prowadzi za rękę, jakie badania warto wykonać, co poprawić, na co zwrócić uwagę, co jeść, czego nie jeść. Z książki za kilkadziesiąt złotych dowiesz się znacznie, znacznie więcej niż w gabinecie nawet najbardziej rozmownego ginekologa w trybie prywatnej wizyty!
Tak, uwielbiam bezę Pavlova z malinami i bitą śmietaną i zjadam jedną lub dwie rocznie. A w zwykłe weekendy przygotowuję orkiszanki, puddingi chia z orzechami, zjadam dużo czekolad (minimum 77% kakao), piekę ciasto bananowe, brownie z czerwonej fasoli i szarlotki, oparte na składnikach bio. Ze wszystkich deserów jednak, najbardziej odpowiada mi kapusta zasmażana z grzybami lub dynia z kardamonem. Na zdrowie, dziewczyny!
Napisz, jeśli masz pytania mimo opisu szczegółów powyżej (nie, nie polecam specjalistów, trzeba próbować u doktora Tadeusza Oleszczuka albo szukać kogoś na własną rękę).
www.zanetageltz.pl/kontakt – tutaj napiszesz swoją wiadomość do mnie.
Dlaczego polecam książki i wstawiam linki do produktów? Bo mnie o to prosi każda pytająca osoba, odpowiedzi z mojej strony rodzą kolejne pytania i łańcuszek nie ma końca, dlatego postarałam się umieścić wszystkie niezbędne podpowiedzi.
#endometrioza
#zanetageltz
#afiliatelink
#cociszepczebrzuch
#talerzeżanety
Copyright @ 2021 Marveltheme. All right reserved.
Affiliate Disclosure/Informacja o programie afiliacyjnym
Niektóre linki na tej stronie internetowej, to linki partnerskie. Oznacza to, że jeśli klikniesz link afiliacyjny i dokonasz zakupu, to możemy otrzymać prowizję od Twojego zamówienia, ale bez żadnego kosztu z Twojej strony. Jako wydawnictwo informujemy (dla transparentności), że zarabiamy na niektórych zakupach wygenerowanych dzięki naszej działalności redakcyjnej. Twoje wsparcie pomaga nam w utrzymaniu i rozwoju strony naszego serwisu. Dziękujemy za wsparcie!